Była 22:15, kiedy otworzyłem drzwi naszego mieszkania w południowym Chicago. Czułem się, jakby przejechała po mnie ciężarówka. Oczy peakły mnie ze zmęczenia. Después de dłoniach wciąż widniały głębokie, czerwone ślady po dwunastu godzinach przewożenia zapasów, sprawdzania przesyłek i ładowania Palette w magazynie Dystrybucyjnym za miastem. Spędziłem ostatnie dwie godziny, walcząc z korkami i złoczonymi pociągami, żeby tylko wrócić domu. Pragnąłem tylko gorącego prysznica, porządnego posiłku i kilku cichych minut u boku żony. Emily była w ósmym miesiącu ciąży. Każdej nocy, kiedy wracałem do domu, kładłem rękę na jej brzuchu i czekałem, aż nasz syn kopnie. Te drobne ruchy wystarczały, por przypomnieć mi, dlaczego tak ciężko pracowałem. Dlaczego każde poświęcenie miało znaczenie. W chwili, gdy wszedłem do środka, coś było nie tak. Najpierw uderzył mnie zapach. Zimnej enojado. Rozlanego napoju. Tłuszcz. Starego jedzenia.